Hypnose Drama - tusz zwiększający zagęszczenie rzęs. Niezwykły, wypukły skręt szczoteczki pozwala dotrzeć nawet do najkrótszych rzęs, a gładka i niesklejająca formuła zwiększa zagęszczenie rzęsa po rzęsie. Elastyczne włókna zapewniają nieskazitelne wymodelowanie od nasady aż po końce. Spojrzenie staje się wyraziste, a rzęsy widocznie zagęszczone.
Mój egzemplarz pochodzi z kolekcji Noirs Perles, która "urzeka nowym wymiarem czerni" - w jej skład wchodza dwa tusze Hypnose Drama i dwa Precious Cells w odcieniach czerni z dodatkiem butelkowej zieleni, granatu lub purpury. Ja mam wersję czarną, która jest po prostu czarna, nie różni się absolutnie niczym od innych czarnych tuszy.
Szczoteczka jest duża, gruba, dobrze się nią maluje. Nabiera sporą ilość tuszu. Na zdjęciach poniżej czysta szczoteczka i szczoteczka z tuszem.
Przez pierwszy tydzień byłam z niego bardzo zadowolona, później było coraz gorzej. Jedna warstwa jest ok (chociaż szału nie robi), przy dwóch strasznie skleja i bardzo ciężko rozczesać rzęsy. Wybaczyłabym mu to i malowała tylko jedną warstwę, gdyby nie fakt, że koszmarnie się osypuje. Nigdy wcześniej nie miałam takich problemów, nie trę oczu, nic mi się nie kseruje, nie rozmazuje. Żeby chociaż osypał się pod koniec dnia, ale w samej pracy muszę ze trzy razy zetrzeć drobinki spod oka.
Zastanawiam się czy tylko ta seria jest taka kiepska czy Lancome coś namieszał w formule tuszu - kiedyś często używałam Lancome i zawsze byłam zadowolona. Myślę, że w tej cenie można znaleźć coś o wiele lepszego.
Na zdjęciach mam jedną warstwę tuszu. Zwróćcie uwagę na drugim zdjęciu na kawałeczki tuszu wokół oka - a dokładnie przemyłam skórę po pomalowaniu (trochę pobrudziłam się tuszem) - nie minęło 5 minut a on już się osypał.
Drugie miejsce w sondzie zajął tusz 2000 Calorie, który musiałam szybko otworzyć, bo miniaturka Clinique się kończyła, a Lancome oddałam siostrze (ma identyczną opinię o nim). Spodziewajcie się wkrótce recenzji MF :)



