Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozczarowania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozczarowania. Pokaż wszystkie posty

3 maja 2011

Rozczarowanie nr 3: Lancome Hypnose Drama(t) Noirs Perles

Pamiętacie jak jakiś czas temu poprosiłam Was o zagłosowanie w sondzie i wybór tuszu, który mam przetestować? Najwięcej głosówzdobył Hypnose Drama Lancome.


Hypnose Drama - tusz zwiększający zagęszczenie rzęs. Niezwykły, wypukły skręt szczoteczki pozwala dotrzeć nawet do najkrótszych rzęs, a gładka i niesklejająca formuła zwiększa zagęszczenie rzęsa po rzęsie. Elastyczne włókna zapewniają nieskazitelne wymodelowanie od nasady aż po końce. Spojrzenie staje się wyraziste, a rzęsy widocznie zagęszczone.

Mój egzemplarz pochodzi z kolekcji Noirs Perles, która "urzeka nowym wymiarem czerni" - w jej skład wchodza dwa tusze Hypnose Drama i dwa Precious Cells w odcieniach czerni z dodatkiem butelkowej zieleni, granatu lub purpury. Ja mam wersję czarną, która jest po prostu czarna, nie różni się absolutnie niczym od innych czarnych tuszy.
Szczoteczka jest duża, gruba, dobrze się nią maluje. Nabiera sporą ilość tuszu. Na zdjęciach poniżej czysta szczoteczka i szczoteczka z tuszem.



Przez pierwszy tydzień byłam z niego bardzo zadowolona, później było coraz gorzej. Jedna warstwa jest ok (chociaż szału nie robi), przy dwóch strasznie skleja i bardzo ciężko rozczesać rzęsy. Wybaczyłabym mu to i malowała tylko jedną warstwę, gdyby nie fakt, że koszmarnie się osypuje. Nigdy wcześniej nie miałam takich problemów, nie trę oczu, nic mi się nie kseruje, nie rozmazuje. Żeby chociaż osypał się pod koniec dnia, ale w samej pracy muszę ze trzy razy zetrzeć drobinki spod oka.
Zastanawiam się czy tylko ta seria jest taka kiepska czy Lancome coś namieszał w formule tuszu - kiedyś często używałam Lancome i zawsze byłam zadowolona. Myślę, że w tej cenie można znaleźć coś o wiele lepszego.

Na zdjęciach mam jedną warstwę tuszu. Zwróćcie uwagę na drugim zdjęciu na kawałeczki tuszu wokół oka - a dokładnie przemyłam skórę po pomalowaniu (trochę pobrudziłam się tuszem) - nie minęło 5 minut a on już się osypał.



Drugie miejsce w sondzie zajął tusz 2000 Calorie, który musiałam szybko otworzyć, bo miniaturka Clinique się kończyła, a Lancome oddałam siostrze (ma identyczną opinię o nim). Spodziewajcie się wkrótce recenzji MF :)

25 kwietnia 2011

Rozczarowanie nr 2: kostka do peelingu Buffy Lush


Buffy tak naprawdę nie jest rozczarowaniem pod względem pielęgnacyjnym, ale ma jedną wadę, która skutecznie zniechęca mnie do jego używania. Zapach. Zapach, który jest mdły i tak brzydki, że nie jestem w stanie zmusić się do używania kosmetyku.
Krótki opis dla osób, które nie wiedzą czym jest Buffy - to peeling w kształcie kostki. Zawiera nawilżające masło kakaowe i shea oraz drobiny ryżu, migdałów i fasoli. Kostka jest banalnie prosta w użyciu - po prostu przejeżdżamy nią po wilgotnej skórze. Rewelacyjnie ściera martwy naskórek, jeszcze lepiej nawilża i zmiękcza skórę, do tego jest wydajna.
Kostka leży w mojej łazience już od wielu miesięcy, powinnam się w końcu zmusić do jej używania, bo trochę szkoda ją wyrzucać - kosztowała trochę ponad 5 funtów. Włączę ją chyba do projektu denko - to dla niej najlepsze miejsce ;)

18 kwietnia 2011

Rozczarowanie nr 1 - zmywacz Nailty

Nie lubię pisać niepochlebnych recenzji, zdecydowanie większą przyjemność sprawia mi dzielenie się z Wami recenzjami kosmetyków, które lubię i które polecam. Jednak postanowiłam zrobić serię postów 'Rozczarowanie', żeby przestrzec przed produktami, które mnie bardzo rozczarowały albo z jakiś powodów nie przypadły mi do gustu.

Na pierwszy ogień idzie zmywacz Nailty z Biedronki. Do Biedronki nie chodzę, bo mi nigdy nie po drodze, ale po tych wszystkich zachwytach nad zmywaczem musiałam tam w końcu iść. Kosztuje 3-4zł.
Co mnie tak strasznie w nim rozczarowało? Zapach. Bynajmniej nie chodzi o acetonowy smrodek. Połączenie ekstraktu z kasztanowca i alg to jakiś koszmar - nie jestem w stanie tego wytrzymać. Po użyciu śmierdzą ręce, pokój trzeba porządnie wywietrzyć i wyrzucić śmieci - niestety, ale ten 'zapach' jest bardzo wytrzymały.
Zostanę przy moim ulubionym zmywaczu z Rossmanna. Wiem, że większość osób lubi, ba! jest nim zachwycona, ale może jest jeszcze ktoś oprócz mnie kto nie jest w stanie go używać?
Uwaga! Chętnie oddam zmywacz warszawiance, która go lubi lub chciałaby go wypróbować - raczej nie opłaca się go wysyłać pocztą; jeśli któraś z Was chce go przygarnąć to proszę o komentarz pod tym postem - pójdzie do pierwszej chętnej :)