Pierwszy dzień po Świętach oznacza wyprzedaże - czyli coś co lubię najbardziej ;) w tym roku skupiłam się przede wszystkim na sklepach z odzieżą i trochę uzupełniłam szafę. W Zarze trafiłam na fajną koronkową sukienkę i obcisłe jeansy, które chyba ktoś uszył specjalnie dla mnie; leżą jak ulał ;) W Bershce znalazłam piękną żółtą torebkę - świetnie komponuje się z czarnym płaszczem (przed Świętami kupiłam musztardowy sweterek w Mango, więc jest jak znalazł!), a w Stradivariusie złoto brązowy sweterek i skórzaną kurtkę.
Nie omieszkałam wpaść również do Body Shopu, by sprawdzić jak się ma limitowana świąteczna kolekcja ;) oczywiście była przeceniona o 50%! Zgarnęłam dwa żele pod prysznic o zapachu imbiru i pikantnej wanilii oraz olejek do kominka zapachowego. Założyłam też kartę stałego klienta - dostajemy pieczątkę za każde wydane 25zł - za 3 pieczątki wybieramy mini produkt; a za 9 pieczątek dostaniemy mały krem do rąk Hemp. Miałam ochotę na masło i peeling z waniliowej serii, ale zdrowy rozsądek na szczęście zwyciężył (po powrocie do domu okazało się, że mam 7 nieotwartych peelingów...). Olejki są po 9zł, żele i mydła po 11zł, masła i peelingi po 33zł. Były też fajne świecie po 19zł, ale akurat dostałam kilka innych w prezencie.
W Sephorze długo wyczekiwane przez wszystkich zniżka 30%! Naprawdę warto się wybrać! Zniżka obowiązuje na makijaż (w tym akcesoria). Na stronie Sephory możemy znaleźć przykładowe zniżki np. podkład Double Wear Estee Lauder czy rozświetlacz w pędzleku Touche Eclat YSL kosztować nas będą 115,50zł, a tusz They're Real Benefit 66,50zł! Używam teraz tego tuszu i jestem bardzo zadowolona - świetnie rozdziela i podkreśla rzęsy.
Upolowałyście coś fajnego? :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sephora. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sephora. Pokaż wszystkie posty
27 grudnia 2011
18 listopada 2011
All I want for Christmas is... (1)
Uwaga! Rozpoczynam nową serię postów o pomysłach na świąteczny prezent. :)
All I want for Christmas is...:
Sweet Cake Bubble Bath z Sephory!
2 maja 2011
Rozprawiam się z kosmetykami, czyli kolejne zuzycia
Znowu duże zużycia, niestety tym razem trafiło mi się sporo kosmetyków, które były przeciętne i niczym mnie nie zachwyciły.W dalszym ciągu staram się odgruzować łazienkę ;) pozbyłam się wszystkich próbek produktów do ciała! Zostało mi kilka saszetek i miniaturek szamponów oraz sporo próbek do twarzy :/ ale tego praktycznie nigdy nie używam, więc nic dziwnego. Część maseczek w saszetkach zużyłam, część oddałam. Przydałoby się jeszcze zużyć coś z kolorówki...
- Balsam do ciała Fenjal - recenzowałam go tutaj
- Odżywka i szampon do włosów blond Klorane (szampon na zdjęciu poniżej) - bardzo fajny zestaw kosmetyków, pięknie pachnie rumiankiem - po umyciu zapach jest nadal intensywny, lekko rozjaśnia włosy. Odżywka nie obciąża, ułatwia rozczesywanie. Szampon pod koniec opakowania zaczął podrażniać mi skórę.
- Peeling trójsferyczny Iwostin - żelowy peeling z dość ostrymi drobinkami, pachnie olejkiem z drzewa herbacianego. Nie przypadł mi specjalnie do gustu, bo nie lubię takiej konsystencji. Bardzo wydajny, myślałam, że nigdy się nie skończy.
- Tonik Rival de Loop - ładnie pachnie, ma niezły skład, niestety pieni się - dość dziwna właściwość jak na tonik. Może być, ale szału nie ma.
- Żel do golenia Balea - ma bardzo słodki zapach, ale na pewno nie pachnie melonem. Robi bardzo marną pianę, o wiele lepszy jest żel do golenia Isany. Nie polecam.
- Żel pod prysznic Fa - pięknie pachnie brzoskwiniami, ma kremową konsystencję, nie wysusza skóry. Warto!
- Peeling do ciała Sephora - wersja z żurawiną i liczi, bardzo słodki zapach, trochę za słodki, ale ogólnie przyjemny. Kilka kosmetyków z tej linii dostałam w prezencie i chyba do tego najlepiej się nadają. Peeling jest poprawny, ale mógłby ścierać mocniej. Są lepsze w niższej cenie.
- Cukrowy peeling do ciała Granat Bielenda - uwielbiam!!! Szczegółowa recenzję ze zdjęciami znajdziecie tutaj
- Płyn micelarny Maybelline - naprawdę dobry produkt, gdyby był dostępny w sprzedaży pewnie stale gościłby w mojej kosmetyczce. Szkoda, że Mayblline tylko od czasu do czasu dorzuca go w prezencie do zakupów. Myślę, że sprzedawałby się bardzo dobrze.
- Lipidowy balsam do ciała Pharmaceris A - ma lekką konsystencję, po wsmarowaniu czuję, że skóra jest 'mokra', nawilżona. Nie ma zapachu. Lubię go, ale chyba więcej nie kupię - jest fajny, ale nie rewelacyjny, ma tylko 150ml pojemności. Myślę, że osoby z bardzo wrażliwą, alergiczną skórą będą zadowolone, a osoby z normalną skórą mogą spokojnie znaleźć coś równie dobrego w niższej cenie (a może i lepszego).
- Sól borowinowa z kwasami AHA Bingo - szkoda kupować, właściwie nic nie robi, nie pachnie, nie złuszcza, nie nawilża.
- Żel pod prysznic z oliwą z oliwek Athena's - ma przyjemny zapach (trochę naturalny, trochę męski), jest dość rzadki, na skórze zamienia się w kremową piankę. Lekko natłuszcza skórę, nie trzeba po kąpieli używać balsamów. Można spróbować, ale nie powala na kolana.
- Płyn micelarny Payot - nie, nie, nie! Już niedługo opiszę go w cyklu 'Rozczarowania'.
- Zmywacz Sensique - bardzo slaby, kiepsko zmywa większość lakierów, niewydajny. Nie polecam.
- Tonik nawilżający Artistry - pięknie pachnie (chyba pigwą); nie wysusza skóry, mam miniaturkę, więc specjalnie długo go nie testowałam; spełnia swoje podstawowe funkcje.
- Balsam do ust Topicrem - fajny, ale się złamał i nie można go już używać :/ pachnie wanilią, pozostawia na ustach tłustawą warstwę ochronną. Nie ma parabenów.
- Błyszczyk Heartbreaker BeYu - wodnisty, nadaje raczej lekki połysk; nie polecam.
- Tusz High Impact Clinique - tusz, do którego nie byłam przekonana na początku, ale szybko stał się jednym z moich ulubionych. Koniecznie muszę poświęcić mu oddzielny post. Nie daje teatralnego efektu, ale pięknie podkreśla i rozdziela rzęsy.
- Kredka Effet Smoky Bourjois - uwielbiam ją i na pewno kupię jeszcze nieraz (jak tylko zużyję inne brązowe). Jest miękka, bardzo łatwo maluje się nią kreski; kolor jest intensywny. Ma pędzelek, którym z łatwością można rozetrzeć kredkę. Muszę się z nią pożegnać, bo nie jestem w stanie jej zatemperować.
Nie zużyte, ale lecą do kosza:
- Tonik z kwasem mlekowym Eucerin - zrobił się mętny, dawno go nie używałam, nie jest po terminie, ale leci do kosza. To bardzo dobry produkt, który delikatnie złuszcza skórę.
- Zmywacz Nailty - strasznie śmierdzi, mam jakąś felerną wersję; opisywałam go tutajhttp://polishmakeupbag.blogspot.com/2011/04/rozczarowanie-nr-1-zmywacz-nailty.html
Tagi:
Artistry,
Athena'a,
Balea,
BeYu,
Biedronka,
Bingo,
Bioderma,
Clinique,
Eucerin,
Iwostin,
Klorane,
Max Factor,
Maybelline,
Payot,
Pharmaceris,
Rival de Loop,
Senique,
Sephora,
Topicrem,
zużycia
12 marca 2011
Nowość: Instant Moisture Mask Sephora
Instant Moisture Mask to shaker i cztery saszetki z maseczką w proszku. Zrobienie maseczki jest banalnie proste - wlewamy wodę do miejsca zaznaczonego na opakowaniu, wsypujemy proszek, zakręcamy shaker i mieszamy. I to właściwie wszystko ;) nakładamy maskę na twarz, szyję i dekolt - jeśli zostanie nam trochę maseczki możemy wykorzystać ją na dłonie.Zmywamy po 10-15 minutach.
Maseczka ma konsystencję gęstego żelu, dzięki czemu nie spływa z palców czy twarzy. Moja skóra wchłonęła większość kosmetyku, po zmyciu była nawilżona i miękka - nadal borykam się z lekkim ściągnięciem i wysuszeniem po kwasach, więc pewnie jej działanie było trochę mniejsze niż na skórze w normalnym stanie, ale naprawdę mnie zaskoczyła - nie musiałam od razu po kąpieli biec i smarować się kremem (właściwie to nałożyłam go dopiero po jakiś 2 godzinach).
Skład: Sorbitol, Sodium Carboxymethyl Starch, Arginine PCA, Synthetic Fluorphlogopite, Cassia Angustifolia Leaf Extract, Parfum (Fragrance)
- bez parabenów i konserwantów
- przebadana dermatologicznie, może być stosowana nawet przez osoby z wrażliwą skórą
- zawiera bardzo nawilżający składnik HydroSenn+, który jest alternatywa dla kwasu hialuronowego
- maseczka jest świeża, a aktywne składniki działają bardziej efektywnie, dzięki temu, że sama ją przygotowujesz
Kosztuje 49złA w praktyce: wykonanie maseczki jest rzeczywiście banalnie proste, ale powstaje jej tak dużo, że wysmarowałam całą twarz grubą warstwą, szyję i dekolt, a mimo to zostało mi jej bardzo dużo - musiałam wysmarować jeszcze siostrę ;)
Maseczka ma konsystencję gęstego żelu, dzięki czemu nie spływa z palców czy twarzy. Moja skóra wchłonęła większość kosmetyku, po zmyciu była nawilżona i miękka - nadal borykam się z lekkim ściągnięciem i wysuszeniem po kwasach, więc pewnie jej działanie było trochę mniejsze niż na skórze w normalnym stanie, ale naprawdę mnie zaskoczyła - nie musiałam od razu po kąpieli biec i smarować się kremem (właściwie to nałożyłam go dopiero po jakiś 2 godzinach).
13 stycznia 2011
Co nowego w mojej kosmetyczce
Uwielbiam kupować kosmetyki - nawet mały drobiazg sprawia mi radość, a Wam? Niestety, zazwyczaj nie kończy się na jednym produkcie. Ostatnio przybyło mi znowu sporo kolorówki i trochę pielęgnacji, na szczęście same potrzebne produkty (tzn. tak to sobie tłumaczę;).
Rozświetlacz w kamieniu YSL
Rozświetlając w pędzelku YSL
Róż w kamieniu Rouge Bunny Rouge
Balsam do ust Oriflame
Róż w kremie Inglot
Pomadka w płynie Delia
Róż w kamieniu Deborah
Cienie Bourjois odcień 09 Lady Cert de Gris
Sypki cień Gosh w odcieniu Doll
Cień mineralny wypiekany Art Deco nr 36
Eye Seal Make Up For Ever
Cienie Kobo - Forest Green i Dark Chocolate
Peeling do dłoni Sephora
Baza pod makijaż Philosophy
Fioletowa kredka do oczy Essence
Pędzel do korektora Eco Tools
Lactacyd
Mydło siarkowe Barwa
peeling do stóp Pat&Rub
Krem do stóp Xerial 10
Tagi:
Art Deco,
Barwa,
Bourjois,
Deborah,
Delia,
Eco Tools,
Essence,
Gosh,
Inglot,
Kobo,
Make Up For Ever,
nowości,
Oriflame,
Pat Rub,
Philosophy,
Rouge Bunny Rouge,
Sephora,
SVR,
YSL
Subskrybuj:
Posty (Atom)



