Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Project 10 Pans. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Project 10 Pans. Pokaż wszystkie posty

5 grudnia 2010

Zużycia listopadowe :)

Listopad się już skończył, więc czas na kolejną porcję zużyć - wcześniejsze listopadowe zużycia wraz z krótką recenzją znajdziecie tutaj. Miesiąc można zaliczyć do udanych pod względem zużyć :) nie przypominam sobie żadnych większych zakupów kosmetycznych (oprócz kolejnej brązowej kredki chyba nic szczególnego nie kupiłam).


Wyszczuplający żel modelujący Garnier - nic szczególnego - może minimalnie napina, ale chyba raczej przez zawartość alkoholu. Można sobie odpuścić.


Chusteczki z kwasem mlekowy Cleanic - mój faworyt, nie zliczę ile opakowań zużyłam. Świetne przede wszystkim w podróży.


Peeling drobnoziarnisty Nantes - duża pojemność, ale średnia jakość. Cieszę się, ze go zużyłam, bo działał mi na nerwy. Krem z drobinkami, które mało co peelingują. Nie warto.


Peeling do stóp PediSation - zachwycałam się nim tutaj - szkoda, że już się skończył, na pewno do niego wrócę.


Kremowy peeling Dr Irena Eris - nie widzę go na stronie, jest tylko cukrowy, mam nadzieję, że go nie wycofali. Bardzo fajny peeling, najczęściej stosowałam go na sucho. Jest bardzo przyjemny w użyciu - mam wrażenie, że używam czegoś luksusowego - chyba ze względu na jego kremową konsystencję. Fajne opakowanie, jest ostry. Lubię dawać tą linię w prezencie, bo ładnie się prezentuje.


Sztyft na wypryski Cleanance Avene -nie powalił mnie na kolana, ale chyba dlatego, że tego typu produkty rzadko na mnie działają. Nie kupiłabym go sama, ale niestety dostałam, więc zużyłam. Wygodna forma, jest bezbarwny, więc można go nosić w torebce i w razie potrzeby nakładać na krostki w ciągu dnia.


Szampon w kostce Seanik Lush - mój ulubiony szampon. Świetnie oczyszcza włosy, nie trzeba używać ponim odżywki, żeby rozczesać włosy. Przyjemnie pachnie, dzięki zawartości soli morskiej i alg zwiększa objętośc włosów i sprawia, że są błyszczące.


Luminizing Color Powder Shiseido - puder w najjaśniejszym odcieniu 01, raczej nie dawał koloru, ale pięknie rozświetlał skórę. Na początku byłam nim zachwycona, później już mniej, ale ciężko powiedzieć czemu - chyba po prostu szybko się nudzę kosmetykami - wolałabym mniejsze opakowania. Opakowanie zostawiam, bo za granicą można kupić do niego wkłady. Ma świetny gruby pędzelek, co się rzadko zdarza jeśli chodzi o pędzelki dodawane do pudrów.


Błyszczyk Addict Ultra Gloss Dior - stara wersja, ale bardzo fajna. Sprawia, że usta lśnią niczym tafla. Piekny jasnoróżowy, przejrzysty kolor. Szkoda, że już się skończył, ale mam nową wersję błyszczyka, która teoretycznie jest lepsza - jak będzie, zobaczymy. Ma wygodny krótki pędzelek.

13 listopada 2010

Plan zużyć do końca roku!

http://www.nataliedee.com/archives/2008/Jul/

Podejście do projektu denko po raz kolejny, ale tym razem w nieco zmienionej formie. Muszę się wziąć za zużywanie zapasów, ale jak to zrobić, gdy tyle kosmetyków jest otwartych? Daję sobie czas do końca roku na zużycie poniższych kosmetyków - z niektórymi na pewno pójdzie mi bardzo łatwo, z innymi pewnie się trochę pomęczę, mam nadzieję, że 2 miesiące to odpowiedni czas na ich zużycie. Plan jest następujący: nie otwieram kolejnych kosmetyków z tej samej grupy, dopóki nie zużyję już otwartych.
  • błyszczyki - wytypowałam 3, innych nie tykam ;)
  • balsamy do ciała - totalna masakra, policzyłam ile mam mniej więcej w zapasach, wyszła liczba dwucyfrowa - lepiej to przemilczeć
  • pudry do twarzy - dwa prasowane powinnam skończyć, sypkiego chyba nie zużyję, ale w styczniu powinnam się z nim rozprawić
  • balsam do ust - otwarty jest tylko jeden i zostało go niewiele, ale w zapasach czekają chyba 3
  • baza pod cienie - chcę zużyć resztkę bazy Urban Decay, którą recenzowałam tutaj
  • korektor - również resztka z rozciętego opakowania
  • krem do rąk - końcówka jednego, drugi napoczęty
  • toniki - dwie końcówki, na pewno zużyję, bo tonik to podstawa mojej pielęgnacji
  • peelingi do twarzy - mam trzy i chciałabym zużyć chociaż jeden
  • żele pod prysznic - strasznie się rozmnożyły, nie sądziłam, że jest ich aż tyle - redukcja do sensowej ilości ;)
  • próbki i maseczki w saszetkach - masa próbek i masa maseczek; nie lubię używać próbek, ale w końcu trzeba się za nie zabrać.
 Trzymajcie kciuki :) a na razie prezentuję część zużyć z listopada - resztę pokażę pod koniec miesiąca.


Błyszczyk Maybelline ColorSensational Gloss w odcieniu Nude Peral - mój faworyt, którego używałam codziennie - szkoda, że już się skończył, bo zdeklasował wszystkie inne błyszczyki. Nie klei się, optycznie powiększa usta - może to kwestia odcienia, ale ten jest super naturalny na ustach. Ładnie pachnie, nie klei się, nie wysusza.
 

Świeża maseczka Love Lettuce z Lusha - tu zużycie jest troszkę 'naciągane', bo część maseczki zamroziłam, ale ponad pół opakowania na pewno zużyłam (nie zużyłabym całej przed terminem, a mam pootwierane jeszcze inne maseczki). Kolejny rewelacyjny produkt, który kupię jeszcze nie raz. Zrobię dokładniejszą recenzję z fotkami niedługo :)


Krem do twarzy Aquasource Biotherm - miniaturka, którą dostałam, dzięki wypełnieniu ankiety na stronie Biotherm - później można było ją odebrać ze specjalnym kuponem w wybranej Sephorze. Duże rozczarowanie, nie podoba mi się morski zapach ani konsystencja - niby pianka, ale po nałożeniu na twarz mam wrażenie, że składa się z samych silikonów.


Krem na dzień do skóry normalnej i mieszanej Mineral Flowers - fajne kosmetyki w fajnych cenach - przez długi czas na Mineral Flowers była promocja w Sephorze i można było dostać zestawy w świetnej cenie. Kremu na dzień używałam wieczorem - ten na noc zbyt mocno pachnie geranium, którego nie lubię. Jest bardzo treściwy, więc w mojej opinii nie nadaje się na dzień (chyba, ze do bardzo suchej skóry). Fajnie nawilża i ma świetny skład.


Krem-mus do skóry wrażliwej Lirene - dość nowa seria dla wrażliwców, w skład której wchodzi krem-mus, masło, balsam, serum i żel pod prysznic. Mam jeszcze masło z tej serii, ale zostawiłam je na chłodniejszą porę roku. Krem-mus nie ma bardzo lekkiej konsystencji - trzeba poświęcić chwilę na jego wsmarowanie; jest bardzo dziwny w dotyku - nieco silikonowy. Nieźle nawilża, ale chyba już do niego nie wrócę, bo pachnie za mocno - identycznie jak żel pod prysznic, który można powąchać w drogerii - krem jest szczelnie zapakowany ;)


Tabletki barwiące wodę  z Rossmanna - produkt dla dzieci ;) barwi wodę na czerwono-malinowy odcień, delikatnie pachnie. Nie radzę brać do ręki rozpuszczającej się tabletki - zabarwiona skóra i paznokcie gwarantowane! Na szczęście podczas dłuższej kąpieli schodzi ze skóry, ale podczas zwykłego mycia rąk nie pozbędziemy się barwnika z palców. Fajny gadżet, ale nie jest niezbędny ;)


Tonik łagodzący do skóry wrażliwej Dermika - jako tonik się sprawdza, ale niczym mnie nie ujął, dlatego chyba już do niego nie wrócę. Powinien spodobać się 'wrażliwcom' ze względu na skład. Nie ma zapachu i koloru. Nie podobało mi się zamknięcie - mało higieniczne.


Peeling solny do ciała NailTek - używam odżywek NailTek od wielu lat i uważam, że są świetne. Niestety, nie można tego powiedzieć o tym peelingu. Używany na suchą skórę 'daje' radę, ale na mokrą to porażka. Kryształki soli ślizgają się i rozpryskują, na sucho jest trochę lepiej, ale nie na tyle dobrze, żeby go polecać. Mała pojemność, wysoka cena i kiepskie właściwości złuszczające. Zdecydowane NIE.

Maseczka Naturia Joanna - zawsze chciałam ja mieć, ale albo nie było jej w sklepie albo miałam inne. Niestety kolejne rozczarowanie - ładnie pachnie, ale nie regeneruje, nie ułatwia rozczesywania, właściwie nie robi nic.

13 czerwca 2010

Project 10 Pans - aktualizacja

Kosmetyki mi się mnożą i ukrywają w całym domu ;) nie wiem jak to możliwe, że znalazłam jeszcze (!!!) kilka do zużycia. Dołączam je do projektu.


Powykreślałam na poprzednich zdjęciach to co już zużyłam. Zużycie pielęgnacji to dla mnie nic trudnego, gorzej z kolorówką.


Zrobiłam małą aktualizację zdjęć - z poprzednich wyleciały błyszczyki - Bourjois używałam długo, aż zaczął irytować mnie jego zapach. L'oreal jest różowy, a ja się maluję głównie brązami, więc mi nie pasuje do makijażu.


Nail Tek Foundation II - ok. 1/3-1/4 buteleczki
Inglot nr 82 - chyba najbardziej znany kolor i kiedyś najczęściej używany przez manikiurzystki, ok. 1/3 buteleczki
L'oreal Jest Set - rewelacyjny kolor, już tylko na 1-2 użycia
Peeling do skórek Sally Hansen - 1/3 opakowania


Inglot - nie wiem ile zostało, ale maksymalnie 1/3-1/4 opakowania; podkład jest fajny, ale ma dość tłustą, ciężką konsystencję; w te upały wolę lekkie podkłady
Estee Lauder - największe rozczarowanie tego roku - tłusty, w ogóle nie kryje - zachowuje się jak krem tonujący; zupełnie nie rozumiem masy zachwytów nad nim; myślę, że zostało max. 1/3-1/4
Revlon - mój ukochany podkład, nie zliczę zużytych buteleczek; niestety przy 30 stopniowym upale nie lubię smarować się ciężkimi, mocno kryjącymi podkładami (zwłaszcza, że teraz nie mam nic do ukrycia) - jest go odrobina na 1-2 użycia, więc chyba się przemęczę i jednak go zużyję
Benefit - nienajgorszy kompakt, ale raczej do bezproblemowej skóry, którą chcemy delikatnie ujednolicić, została resztka przy obrzeżach


Chanel (po lewej) - zużyty najjaśniejszy róż, na wykończeniu ciemniejszy róż i dziura w brązowym (mój ukochany do rozcierania brązowej kredki)
MAC (w paletce, po prawej) - odcień Naked Lunch, mój pierwszy i ukochany cień z MACa, nawet zastanawiałam się czy go nie kupić teraz na zapas, ale mam trochę podobny kolor z Inglota i sporo innych jasnych cieni, więc na razie zrezygnowałam (zwłaszcza, że biorę 2 inne jasne cienie z MACa).
MAC pigment (po prawej w dolnym rzędzie) - odcień Naked, nie ma go dużo, więc w czerwcu lub lipcu powinnam go wykończyć, a na jego miejsce wskoczy pigment Blonde's Gold
MAC (cień w środku, dolny rząd) - naklejka jest starta i nie wiem jaki to kolor, ale jest praktycznie identyczny jak Phloof!, bardzo go lubię i gości w większości moich makijaży (mam jeszcze Phloof!, który leży odłogiem i czeka na swoją kolej)
Lip Ice (po lewej) - balsam do ust grapefruitowy; średnio go lubię, ale dotknęłam już dna, więc chyba jednak zużyję ;)


Bourjois - znany wszystkim jako czekoladka - bardzo fajny bronzer, jest półprzejrzysty, więc bez obaw można go nałożyć na całą twarz nawet niewprawną ręką; nie widać jeszcze blaszki, ale ma spore wgłębienie; w zapasach mam jeszcze puder brązujący YSL; używam go prawie codziennie i bardzo polecam
MAC Blot - puder prasowany matujący, noszę go w torebce, bardzo lubię, ma beznadziejny puszek (dziwię się, że MAC wypuścił taki badziew). Została mi go resztka, więc na pewno niedługo go skończę.
Róże ELF i MAC - pierwszy jest użyty zaledwie kilka razy, w MACu jak widać mam sporą dziurę (wielka szkoda, bo go uwielbiam, to mój kolor:) ) postanowiłam, że dopóki nie zużyję obu nie kupię brzoskwiniowego różu!


Eveline serum wyszczuplające - znalazłam w czeluściach kartonu z zapasami - nie chciałam go używać zimą, bo balsam chłodzi, ale na te upały będzie znakomity
Eveline serum do biustu - została 1/3 opakowania, serum ma świetne opinie, ale jakoś nie chce mi się go używać, sama nie wiem czemu
Joanna - odżywka do włosów blond, szampon z tej serii jest rewelacyjny, odżywka w ogóle nie zrobiła na mnie wrażenia; myślałam, że już dawno ją zużyłam, więc trochę się zdziwiłam, gdy ją znalazłam ;)
Kose - żel do mycia twarzy - służy mi głownie do mycia pędzli; jest bardzo gęsty i maże się po skórze
Body Shop - mgiełka z wit. C, została resztka, służy mi do odświeżania skóry w trakcie fali upałów, która nas nawiedziła
Clinique - żel z serii 3 kroków; uwielbiam zarówno żel jak i krem; ten mam z wymianki, w zastępczym opakowaniu; używam go głównie rano, bo jest bardzo lekki i mogę bez problemu nałożyć na niego makijaż


To by było na tyle :) jak widać zużywanie pielęgnacji idzie mi świetnie; już prawie nic mi nie zalega.
Pod względem kolorówki jest gorzej, ale nie najgorzej ;) bo robię postępy. Chciałabym nieco zmnimalizować zapasy pod względem ilości posiadanych cieni (już mi się prawie udało), lakierów (kilka odłożyłam na wymiankę, kilka postaram się zużyć); róży (wolę to przemilczeć), makijażu twarzy (podkładów mam mało, gorzej z pudrami, ale używam ich codziennie, więc nie jest tak źle - gorzej jakby mi to wszystko zaległao i się kurzyło).

A jak u Was? Jakieś sukcesy w zużyciach? U mnie z kolorówki w tym miesiącu kosz zaliczyła wykręcana kredka do oczu - było jej już naprawdę mało i końcówka się ułamała. Reszta zużyć to pielęgnacja.

13 maja 2010

Project 10 Pans - aktualizacja

Mała aktualizacja Project 10 Pans. Kilka kosmetyków zaliczyło kosz, a kilka przybyło do zużycia. Przetrząsnęłam moje przepastne szuflady i pudełka z kosmetykami i wytypowałam kolejne produkty, które mi zalegają i nie chcą się zużyć.
Najpierw ta milsza część, czyli co wyrzuciłam :) Z kolorówki aż 4 kosmetyki - dwa tusze (Dior i Collistar), puder brązujący Estee Lauder oraz mój ulubiony błyszczyk ArtDeco nr 28 - cielisty, idealny do przydymionego makijażu.
Z pielęgnacji udało mi się skończyć 3 rzeczy: miniaturkę szamponu, perfumy oraz żel-peeling Oceanic. Na wykończeniu mam też tonik L'occitane (pachnie bardzo intensywnie, dlatego tak opornie idzie mi zużywanie), odżywka w sprayu Fructis i odżywka Syoss (obie kiepskie, nie polecam). Maska algowa została na 2 użycia, w zapasie mam niestety jeszcze jedne algi, tym razem Bielendy.

Przejdźmy do tej mniej miłej części - czyli co jeszcze mam do zużycia.
Mój ukochany róż MAC, który ma już sporą dziurę oraz mini róż ELF w złoto brzoskwiniowym odcieniu. Resztka kompaktu Benefit, balsam do ust Mentholatum, błyszczyk Glam Shine L'oreal, eyeliner H&M (mam go już sto lat, będę używać do końca maja, potem wyrzucam), lakier Inglot nr 82 (chyba najczęściej używany do frencha; zostało mi mniej niż pół butelki) oraz pudry brązujące - miniaturka Hoola Benefitu i czekoladka Bourjois.
Z pielęgnacji znalazłam 2 żele do mycia twarzy - nie przepadam za nimi, raczej służą jako 'szampon' do prania pędzli. Dwa kremy do rąk - nie lubię kremować dłoni, a w zapasie mam jeszcze wielką tubę kremu Body Shop z konopią. Krem pod oczy AAER Clinique - teraz używam zwykłego AAE, AAE Rich to wersja bardziej odżywcza, której używałam zimą, została mi resztka, więc nie ma sensu, żeby słoiczek leżał i zajmował miejsce. Resztka nawilżającego kremu z różą Korres - przytłacza mnie intensywny zapach. Miniaturka samoopalacza Lancome, krem do biustu Eveline - ma rewelacyjne opinie, ale nie chce mi się nim smarować. Na koniec kolejna limitowanka Escady - chciałam kupić tegoroczną, ale zobaczyłam, że mam jeszcze 4 nieskończone poprzednie letnie zapachy Escady. Wszystkie są do siebie dość podobne, więc nie ma sensu kupować kolejnej.

29 kwietnia 2010

Project 10 Pans

Projekt zapoczątkowany przez lollipop26 (ostatnio pojawił się w polskiej wersji na youtubie jako 'projekt denko'). Polega na wytypowaniu 10 kosmetyków (oczywiście ilość zależy od nas), które używałyśmy, ale z jakiegoś powodu ich już nie używamy – choć z doświadczenia wiem, że zazwyczaj bez powodu ;) najczęściej odkładamy je gdzieś w ciemny kąt i zapominamy o nich.
Często zalegają nam kosmetyki, które się nam znudziły, które nie spełniają naszych oczekiwań lub które mamy w kilku egzemplarzach. Nagle okazuje się, że mamy 5 napoczętych balsamów albo 3 resztki żeli pod prysznic, które mogłybyśmy zużyć w tydzień, ale zalegają nam już od roku na półce.
Typujemy kosmetyki do zużycia i dopóki ich nie zużyjemy to nie wolno nam kupić nic nowego!
Mam ambitny plan - 10 kosmetyków kolorowych i 10 pielęgnacyjnych!

10 kosmetyków kolorowych

  1. Puder brązujący Estee Lauder
  2. Puder matujący Blot MAC
  3. Podkład równoważący Inglot
  4. Cień różowy Chanel
  5. Cień Naked Lunch MAC
  6. Pigment Naked MAC
  7. Błyszczyk ArtDeco
  8. Błyszczyk Bourjois
  9. Tusz Diorshow Dior
  10. Tusz Infinito Collistar
10 kosmetyków pielęgnacyjnych
  1. Ekspresowa odżywka Fructis
  2. Maska z bambusem Dora
  3. Odżywka z olejami Syoss
  4. Szampon z odżywką Head&Shoulders
  5. Energizujący peeling do mycia twarzy Oceanic
  6. Fluid nawilżająco-matujący Clarins
  7. Tonik migdałowo-jabłkowy L'occitane
  8. Mgiełka z wit. C The Body Shop
  9. Maska algowa jagodowa
  10. Perfumy Escada