Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja twarzy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja twarzy. Pokaż wszystkie posty

2 listopada 2012

Moja pielęgnacja twarzy


Na zdjęciu znajdują się kosmetyki do pielęgnacji twarzy, których aktualnie używam. Brakuje tylko peelingu i maseczki - ostatnio najczęściej używam saszetek. Mam prawie 27 lat i mieszaną skórę: policzki są normalne, strefa T mocno się przetłuszcza. Wieczorem lubię stosować mocno nawilżające kosmetyki. Moja pielęgnacja od dawna wygląda tak samo, stawiam na dokładne oczyszczanie skóry i nawilżanie. Od wielu lat na półce goszczą: płyn micelarny, tonik, krem do twarzy i krem pod oczy. Jesienią i zimą dorzucam krem z kwasami i w zależności od potrzeb skóry serum mocno nawilżające/rozjaśniające.

PIELĘGNACJA RANO
Przemywam twarz tonikiem Mary Kay, a następnie aplikuję Preparat zwężający pory Bioderma. Pod oczy nakładam krem Total Effects Olay. Potem robię makijaż.

PIELĘGNACJA WIECZOREM
Zaczynam od dokładnego zmycia makijażu płynem micelarnym Bioderma. Przemywam skórę tonikiem Mary Kay i nakładam na twarz i szyję serum nawilżające Dermedic. Po chłonięciu dokładam warstwę kremu Hydrogenic Dr Irena Eris. Pod oczy Nutri-Gold L'Oreal, a na niespodzianki olejek z drzewa herbacianego The Body Shop.

PIELĘGNACJA UZUPEŁNIAJĄCA
1-2 razy w tygodniu robię dokładny peeling twarzy i nakładam maseczkę - oczyszczającą lub nawilżającą, w zależności od potrzeb mojej skóry. Raz na jakiś czas myję twarz żelem oczyszczającym i wodą (najczęściej przed peelingiem i maseczką; na co dzień wystarczy mi sam micel).

♥ Tonik odświeżający Botanical Effects Mary Kay - bardzo fajny produkt w sprayu - można nim spryskać twarz, aby ją odświeżyć albo ukoić bez zbędnego pocierania skóry wacikiem. Ma bardzo fajny skład, pojemność to tylko 147ml, ale jest naprawdę wydajny.

Płyn micelarny Hydrabio Bioderma - postanowiłam w końcu wypróbować coś innego niż Sensibio i trochę żałuję. Hydrabio dobrze radzi sobie ze zmywaniem makijażu, ale nie tak dobrze jak Sensibio; zostawia na skórze gorzki posmak - odradzam zmywanie nim ust.

Korygujący preparat zwężający pory Bioderma - mój ulubiony kosmetyk matujący, stosuję go każdego dnia. Matuje na długo i nie wysusza skóry. Jest super wydajny, wystarczy odrobinka na całą twarz.


Serum nawadniające Hydrain3 Hialuro Dermedic - zawiera 15% kwasu hialuronowego, olej migdałowy; ma delikatny, ogórkowy zapach. Opakowanie z pipetą, którą łatwo dozuje się produkt; wystarczy dosłownie kilka kropelek na skórę twarzy i szyi. Mocno nawilża, czasem nakładam go trochę więcej i rezygnuję z kremu.
Skład: Aqua, Sodium Hyaluronate, Hydrogenated Polydecene, Caprylic/Caprics Triglyceride, Glycerin, Prunus Amylagdus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Squalane, Cyclopentasiloxane (and) C30-40 Alkyl Ceteareth Dimethicone/Crosspolymer, PEG-20 Methyl Glucose Sesquistearate, Glyceryl Polymethacryalte (and) Glycoprotein (and) Yeast Extract (Faex Extract) (and) Aleuritic Acid, Tocopheryl Acetate, Polyacrylamide (and) C 13-14 Isoparaffin (and) Laureth-7, SMSM Hydantoin (and) Methylchloroisothiazolino ne (and) Methylisothiazolinone, Parfum

Przeciwzmarszczkowy krem aktywnie nawilżający Hydrogenic Dr Irena Eris - wybrałam ten krem, ponieważ łączy w sobie 2 ważne dla mnie funkcje: nawilża i działa przeciwzmarszczkowo. Jest lekki i łatwo wsmarowuje się w skórę; dobrze nawilża. Zostawia na skórze cienką warstwę, ma delikatny zapach.

Nawilżająca terapia odżywcza pod oczy Nutri-Gold L'Oreal - krem o gęstej, maślanej konsystencji. Bardzo przyjemny w użyciu, nawilża i odżywia na długo, zostawia przyjemną warstwę na skórze. Super na chłodne dni. Na pewno zostanie ze mną aż do wiosny.

Krem pod oczy z dodatkiem korektora Total Effects Olay - ma za mało korektora, więc praktycznie nie kryje, raczej delikatnie wyrównuje koloryt skóry. Stosuję go po prostu jako krem/bazę pod korektor. Jest dość lekki, więc można stosować go pod makijaż. Używam go od niedawna, nie jest zły, ale nie zachwyca.

Olejek z drzewa herbacianego The Body Shop - lubię olejek z drzewa herbacianego, wcześniej miałam produkt innej firmy. Nie jest kilerem - nie pozbędziemy się krosty w mgnieniu oka, ale naprawdę łagodzi stany zapalne i zmniejsza niedoskonałości. Ma bardzo intensywny zapach, który nie każdemu odpowiada.

17 lipca 2011

AA eco - płyn micelarny i krem odżywczy ze śliwką

Płyn micelarnyorganicznym wyciągiem z pestek dyni tonizuje i delikatnie, lecz skutecznie usuwa makijaż oraz wszelkie zanieczyszczenia skóry. Organiczny olej z pestek winogron chroni skórę przed działaniem wolnych rodników, skutecznie wygładza i uelastycznia naskórek. Bisabolol redukuje podrażnienia i zaczerwienienia, zaś betaina cukrowa zapewnia intensywne nawilżenie.
Przeznaczenie: Do skóry suchej, wymagającej regeneracji. 

0% olejków eterycznych,parabenów i innych konserwantów, oleju mineralnego i pochodnych ropy naftowej, silikonów, alkoholu, glikolu propylenowego, etanoloaminy, ftalanów, karminu, glutenu, syntetycznej kompozycji zapachowej, substancji modyfikowanych genetycznie, PEG, SLES, barwników syntetycznych
Skład: Aqua, Glycerin, Betaine, Parfum, Polyglyceryl-4 Caprate, Vitis Vinifera Seed Oil, Xylitylglucoside, Anhydroxylitol, Xylitol, Cucurbita Pepo Seed Extract, Citric Acid.

Moja opinia: Właśnie kończę ten płyn i postanowiłam podzielić się z Wami moją recenzją. Jak wiadomo moim numerem jeden wśród miceli jest Biodermy, co jakiś czas robię skok w bok i testuję nowości rynkowe, ale generalnie jestem jej wierna. Ten płyn jest równie dobry, ale ma jedną poważną wadę, o której za chwilę.
Generalnie bardzo dobrze zmywa makijaż, nie wysusza skóry, lekko się klei, ale ja od razu po demakijażu stosuję tonik, więc nie jest to dla mnie problem. Ma delikatny zapach, który na skórze jest niewyczuwalny. Opakowanie zaopatrzone w pompkę jest super wygodne. Co mi w nim nie pasuje? Pojemność - tylko 150ml za ok. 30zł. Dla mnie cena z tak małą pojemnością jest nie do zaakceptowania, dlatego wygrywa Bioderma (25-30zł za 250ml). AA Eco polecam w promocji, bo warto wypróbować :)


Krem odżywczy zawiera organiczny wyciąg z pestek śliwki, będący bogatym źródłem kwasu linolowego, który stymuluje odbudowę skóry, przywracając jej jędrność i elastyczność. Organiczny olej z marchwi skutecznie usuwa widoczne oznaki zmęczenia skóry oraz przywraca jej zdrowy i naturalny wygląd. Masło shea odżywia, intensywnie regeneruje i długotrwale nawilża skórę oraz tworzy na niej delikatny film ochronny.
Przeznaczenie: Do skóry suchej, wymagającej regeneracji. 

Skład: Aqua, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Caprylic/Capric Triglyceride, Parfum, Dicaprylyl Carbonate, Myristyl Myristate,  Octyldodecanol, Glyceryl Stearate Citrate, Cetearyl Alcohol, Glycerin,  Glyceryl Stearate, Prunus Domestica Seed Extract,  Xanthan Gum, Cucurbita Pepo Seed Extract, Daucus Carota Sativa Extract, Helianthus Annuus Seed Oil, Cetyl Alcohol, Citric Acid, Glyceryl Caprylate

Moja opinia: Krem nie zagrzał długo miejsca w mojej kosmetyczce. Mam skórę mieszaną, którą przede wszystkim mocno nawilżam, lubię gęste kremy, dlatego wydawało mi się, że śliwka będzie dla mnie dobra. Niestety krem po szybkim wchłonięciu się w skórę bardzo ją ściągał! Jeśli ściągał moją skórę, to nie chcę wiedzieć jak się zachowuje na cerze suchej. Koniec końców oddałam go komuś i nie wiem jak potoczyły się jego dalsze losy ;)

12 marca 2011

Nowość: Instant Moisture Mask Sephora

Instant Moisture Mask to shaker i cztery saszetki z maseczką w proszku. Zrobienie maseczki jest banalnie proste - wlewamy wodę do miejsca zaznaczonego na opakowaniu, wsypujemy proszek, zakręcamy shaker i mieszamy. I to właściwie wszystko ;) nakładamy maskę na twarz, szyję i dekolt - jeśli zostanie nam trochę maseczki możemy wykorzystać ją na dłonie.Zmywamy po 10-15 minutach.


  • bez parabenów i konserwantów
  • przebadana dermatologicznie, może być stosowana nawet przez osoby z wrażliwą skórą
  • zawiera bardzo nawilżający składnik HydroSenn+, który jest alternatywa dla kwasu hialuronowego
  • maseczka jest świeża, a aktywne składniki działają bardziej efektywnie, dzięki temu, że sama ją przygotowujesz
Skład: Sorbitol, Sodium Carboxymethyl Starch, Arginine PCA, Synthetic Fluorphlogopite, Cassia Angustifolia Leaf Extract, Parfum (Fragrance)
Kosztuje 49zł
A w praktyce: wykonanie maseczki jest rzeczywiście banalnie proste, ale powstaje jej tak dużo, że wysmarowałam całą twarz grubą warstwą, szyję i dekolt, a mimo to zostało mi jej bardzo dużo - musiałam wysmarować jeszcze siostrę ;)


Maseczka ma konsystencję gęstego żelu, dzięki czemu nie spływa z palców czy twarzy. Moja skóra wchłonęła większość kosmetyku, po zmyciu była nawilżona i miękka - nadal borykam się z lekkim ściągnięciem i wysuszeniem po kwasach, więc pewnie jej działanie było trochę mniejsze niż na skórze w normalnym stanie, ale naprawdę mnie zaskoczyła - nie musiałam od razu po kąpieli biec i smarować się kremem (właściwie to nałożyłam go dopiero po jakiś 2 godzinach).


9 lutego 2011

LUSHowy przewodnik: Dział Cleansers

Lush cieszy się bardzo dużym zainteresowaniem, co widać na blogach, youtubie i forum wizażowym :) wiele z Was nie wie co wybrać, a ja wypróbowałam większość produktów, które znajdują się w dziale Cleansers. Postanowiłam zrobić mini-przewodnik i opisać Wam moje wrażenia z używania tych kosmetyków. Mam cerę mieszaną, która lubi się przesuszać jednocześnie dość mocno się przetłuszczając w strefie T (skóra na policzkach jest normalna).

W dziale Cleansers znajdują się przeróżne produkty, które dla ułatwienia podzieliłam na kategorie - na stronie są ze sobą wymieszane.

Demakijaż
W tej kategorii mamy dwa kosmetyki - Ultrabland oraz w miarę nowy 9 to 5 Cleanser, którego nie miałam, ale wygląda na tradycyjne mleczko do demakijażu; podobno pachnie kwiatowo (niektórzy mówią, że trochę babcinie). Podobno Ultrabland to kremowa wersja Baby Face - czyli kostki do demakijażu, która niedawno została wycofana.


Ultrabland - ma konsystencję gęstego kremu o właściwościach mleczka, który z łatwością można nabrać na palce; niestety, jest potwornie tłusty i bardzo ciężko zmyć go z twarzy, dłoni i kranu; nawet przemycie skóry Fresh Farmacy, które lubi mnie lekko wysuszać, nic nie daje. Za radą Hexxany zmywam go mydełkami z Lusha - po Ultrablandzie zostaje tłustawa warstwa ochronna, myślę, że osoby z suchą skórą będą zachwycone. Dobrze zmywa makijaż z twarzy, trochę gorzej radzi sobie z tuszem - ale przyznam, że nie mam mu tego za złe, bo nakładam bardzo duże ilości tuszu, więc mało który kosmetyk sobie z tym radzi. Wielokrotnie czytałam, że Ultrabland śmierdzi, co mnie trochę dziwi, bo mój miał bardzo delikatny zapach. Jest to jedno z moich lushowych rozczarowań, więcej go nie kupię.

Oczyszczanie skóry
Tradycyjnie znalazłyby się tu żele, kremy i pianki, ale w Lushu przewrotnie mamy trochę inną konsystencję kosmetyków - dwie kostki, kremową, zbitą Aqua Marinę oraz trzy produkty, które rozrabiamy z wodą na pastę.


Angels on Bare Skin - pierwszy kosmetyk, który kupiłam w Lushu i od razu strzał w 10. Pachnie lawendą, łatwo rozrobić go na pastę. Zawiera drobinki migdałów, które bardzo delikatnie masują i peelingują skórę. Nie wysusza, a nawilża - tutaj znajdziecie jego obszerną recenzję. Będzie dobry dla skóry normalnej, mieszanej i suchej; bardzo sucha i wrażliwa może go nie polubić przez zawartość drobinek, a dla tłustej może zbyt natłuszczać/nawilżać.

Herbalism - produkt do skóry tłustej i problematycznej. Znajdziemy w nim oczyszczająca glinkę, peelingujące kawałki migdałów i otrębów ryżowych, pobudzający krążenie rozmaryn, pokrzywę, która oczyszcza skórę z nadmiaru sebum i brudu oraz łagodzący rumianek. Nie lubię go za bardzo - ma okropny, octowy zapach i ciężko mi go było rozrobić na pastę - nie miałam tego problemu w przypadku innych kosmetyków. Spotkałam się z wieloma pochlebnymi opiniami na temat jego świetnego działania na trądzik.

Aqua Marina - miękki, różowy mus zawinięty w wodorosty do skóry podrażnionej. Brzmi cudownie, niestety do momentu powąchania. Wodorosty sprawiają, że produkt "pachnie" rybą... Wiem, że ma swoje fanki ze względu na właściwości uspokajające i łagodzące skórę, ale ja nie jestem w stanie znieść tego zapachu. Głównym składnikiem jest calamine (po polsku galman) - mieszanka tlenku cynku z tlenkiem żelaza o właściwościach antyseptycznych i łagodzących. Świetnie działa na wypryski, poparzenia słoneczne, ukąszenia owadów czy wysypkę. Czasem produkt pachnie bardziej galmanem niż wodorostami, ale to rzadkie momenty ;)

Fresh Farmacy - produkt składający się przede wszystkim z galmanu i rumianku, sięgamy po niego, gdy pojawia nam się krostka. Zawiera antybakteryjny i antyseptyczny olejek herbaciany oraz różany i lawendowy, które uspokajają skórę. Mam wrażenie, że czasem trochę wysusza mi skórę, dlatego używam go rzadko, chociaż ogólnie nieźle oczyszcza i trochę goi wypryski, dlatego warto go mieć. Kostka jest dość twarda, ale zarazem kremowa - mydlimy nią dłonie i powstałą pianą masujemy twarz.
 
Buche de Noel - świąteczna wersja Angels on Bare Skin. Pachnie świątecznym makowcem - wielbicielki tego przysmaku będą zadowolone :) zawiera bogate w witaminę C mandarynki, brandy, suszoną żurawinę, peelingujące drobinki migdałów i glinkę, która oczyszcza i zmniejsza pory. Dwa pierwsze składniki poprawiają krązenie krwi. Mam tylko próbkę, jest bardzo podobny do AOBS, ale troszkę bardziej wilgotny. Nie jestem wielką fanką makowca i na dłuższą metę nie mogłabym go używać, dlatego wybieram AOBS.

CoalFace - sprasowana wersją Dark Angels (opisanego poniżej w dziale peelingi). CF stosujemy jak mydło - spieniamy w dłoniach; zawiera małe drobinki, które dodatkowo peelingują skórę, ale jest ich naprawdę niewiele, więc spokojnie w razie potrzeby może być używany codziennie przez osoby z tłustą skórą. Mam tylko mały kawałek, nie zachwycił mnie na tyle, żeby kupić całą kostkę - wolę używać czegoś nawilżającego, bo Coal Face może trochę przesuszyć skórę.

Peeling
W tej kategorii znajdziemy dwa peelingi, oba mocno złuszczające, ale o różnych konsystencjach i zapachach.


Ocean Salt - peeling zarówno do twarzy, jak i ciała; w kremowej bazie zatopione są duże ziarenka soli, co może przerażać (zwłaszcza wrażliwców). Nie ma się czego bać - wystarczy delikatniej masować, sól się powoli rozpuszcza i peeling jest delikatniejszy. Ja się zakochałam w konsystencji peelingu - lekki, puszysty krem, który po zmyciu zostawia skórę miękką, gładką i nawilżoną. Niestety zapach nie przypadł mi do gustu, chociaż wielu osobom się podoba - sól, cytrusy i wódka to nie jest połączenie, które lubię ;)

Dark Angels - produkt, którego zapachu nie lubię, ale uwielbiam działanie. Pachnie anyżem, którego nie znoszę. Produkt jest czarny, po rozrobieniu na pastę okazuje się, że ma mnóstwo maleńkich, ale diabelnie ostrych drobinek. Przestrzegam przed zamawianiem go w celu codziennego oczyszczania skóry - to jest typowy peeling do stosowania 1-2 razy w tygodniu. Strasznie brudzi wannę/umywalkę, ale warto - skóra jest niesamowicie gładka. Polecany głównie do tłustej skóry ze względu na zawartość sproszkowanego węgla drzewnego i błota Rhassoul. W opakowaniu jest go naprawdę sporo - polecam kupowanie na spółkę z drugą osobą.

Inne
Do tej pojemnej ;) kategorii zaliczyłam maseczkę oraz Grease Lightning, czyli żel z olejkiem herbacianym, tymiankiem, aloesem i oczarem wirginijskim, który zmniejsza wypryski i zapobiega powstawaniu nowych. Nie miałam go i raczej nie będę miała, bo mało który produkt tego typu na mnie działa.

Mask of Magnaminty - maseczka, którą kupiłam podczas pierwszej wizyty w Lushu, dostępna w 2 pojemnościach - tą większą naprawdę ciężko zużyć, ja ją skończyłam chyba dopiero 2 miesiące po terminie. Pachnie mocno miętą i chłodzi - zmarzluchom polecam latem, bo zimą nie jest to najprzyjemniejsze uczucie ;) ma grube, ostre drobinki, więc podczas nakładania/zmywania możemy zrobić dodatkowo peeling skóry. Świetnie odświeża cerę, ściąga pory i oczyszcza skórę. Jest rewelacyjna i polecam ją każdemu.

19 grudnia 2010

Recenzja: Maska-peeling hydroenzymatyczny Tołpa

Maseczek w saszetkach zawsze nakupuję masę - myślę sobie zawsze 'to takie małe, szybko zużyję' - ale oczywiście przy ilości jaką posiadam opornie mi to idzie. Moja skóra przez te mrozy i odstawienie hormonów strasznie wariuje - ciągle mam jakieś krostki, przesusza się, łuszczy (zresztą nie tylko ze skórą mam problem - moje włosy nie bardzo chcą się kręcić odkąd temperatura jest ujemna).
Okazało się, że:
  • kremy z kwasami mnie bardzo wysuszyły i niczym nie mogę nawilżyć skóry, więc kwasy poszły w odstawkę
  • używam ostatnio samych maseczek oczyszczających, głównie z glinką, więc wyjęłam maski nawilżające i łagodzące
  • krem regenerujący nie działa tak jak bym chciała, więc zamieniłam go na serum i krem nawilżający i już widzę poprawę
Mam sporo maseczek nawilżających, więc skorzystam z okazji i będę je regularnie używać. Na pierwszy ogień poszła Maska-peeling hydroenzymatyczny Tołpy.



Przeznaczenie: skóra wrażliwa, odwodniona i podrażniona, szorstka i zrogowaciała
Opis: Innowacyjny, hypoalergiczny preparat łączący działanie peelingu enzymatycznego i maski nawilżającej. Delikatnie usuwa zrogowaciały naskórek jednocześnie nawilżając skórę. Doskonale wygładza, rozjaśnia, przywraca witalność i poprawia kondycję skóry. Łagodzi podrażnienia i zaczerwienienia, zapewnia uczucie komfortu eliminując objawy napięcia i stresu skóry. Po zastosowaniu preparatu skóra jest odnowiona i wygładzona, odzyskuje zdrowy koloryt oraz uczucie czystości i świeżości.
Stosowanie: Preparat nanieść na oczyszczoną skórę twarzy, szyi i dekoltu, omijając okolice oczu. Po 10-15 minutach rozmasować zwilżonymi dłońmi, następnie spłukać wodą. Stosować 1-2 razy w tygodniu. Regularne stosowanie maski-peelingu zwiększa przyswajalność substancji aktywnych zawartych w kolejno stosowanych preparatach pielęgnacyjnych.
Moja opinia: Maska ma konsystencję rzadkiego kremu o roślinnym zapachu - nic specjalnego. Po zmyciu skóra jest bardzo gładka, suche skórki zniknęły (następnego dnia były tylko w jednym miejscu). Nawilżenie jest bardzo odczuwalne, nie trzeba nakładać od razu kremu na skórę. Spryskałam twarz tonikiem jakąś godzinę temu i nadal mam miękka, nawilżoną skórę, która nie krzyczy 'pić!'. Jestem pod dużym wrażeniem tego produktu i na pewno będę do niego wracać.
Kiedyś ta maska była dostępna w tubie, teraz na stronie Tołpy widnieje jedynie w podwójnej saszetce - szkoda, bo wolałabym większą pojemność ;)

Dla zainteresowanych skład maseczki

20 listopada 2010

Fresh is BEST


Głęboko oczyszczająca maseczka Love Lettuce dla każdego typu skóry. Ziemia fulerska i kaolin usuwają brud i oczyszczają pory, a olejek migdałowy i żel z wodorostów zmiękczają skórę.

Love Lettuce to jedna z tzw. świeżych maseczek Lusha. Nie zawiera konserwantów, dlatego musi być przechowywana w lodówce i zużyta w ciągu 2-4 tygodni. Ja część mojej maseczki zamroziłam - podobno nie traci swoich właściwości i polecają to niektórzy sprzedawcy Lusha. Opakowanie powinno starczyć na 3-4 razy, ale według mnie starcza na dłużej, w końcu to 45ml.

Love Lettuce jest jedną z najlepiej ocenianych maseczek Lusha. Kupując Love Lettuce mamy od razu zapewniony peeling, bo maseczka zawiera w sobie dużo kawałków skorupek migdałów - jeśli macie bardzo delikatną skórę to radzę uważać, bo są naprawdę ostre.

Ziemia fulerska jest podobna do glinki kaolinowej i ma świetne działanie absorpcyjne, poprawia cyrkulację krwi i jest polecana dla osób ze skóra tłusta i trądzikową. Drugi ważny składnik to chlorofilina, z tego co wyczytałam jest to bardzo silny antyoksydant, stosowana wewnętrznie usuwa toksyny z organizmu, działa przeciwbakteryjnie i przeciwzapalnie, poprawia krążenie, wzmacnia system odpornościowy itp. W połączeniu z olejkiem lawendowym w maseczce normalizuje produkcję sebum. Nadaje maseczce Lusha piękny, zielony kolor.



Mam skórę mieszaną skłonna do przesuszania i nie mogłam się zdecydować, która maseczkę wziąć. Najlepiej oceniana jest Love Lettuce i Catastrophe Cosmetic. Podpytałam dziewczynę w Lushu jaką maseczkę poleca - okazało się, że ma skórę podobną do mojej i jest bardzo zadowolona z Love Lettuce. Maseczka bardzo przyjemnie pachnie. Nakładam ją na ok. 10-15 minut, zmywając robię masaż i przy okazji peeling. Maska zastyga na twarzy jak glinka (ale nie ściąga skóry) i niestety potrafi się pokruszyć, dlatego lepiej nie chodzić w niej po całym domu - chyba, że potrzebujecie pretekstu do sprzątania ;)
Po zmyciu skóra jest super gładka i super miękka. Mam wrażenie, że jest rozjaśniona, a pory lekko zmniejszone.
Wystarczy niewielka ilość, żeby pokryć strefę T lub całą twarz; maseczka jest wydajna, szkoda, że jest ważna tak krótko.

Skład: Agar Agar Gel (Gelidium cartilagineum), Kaolin, Honey, Fullers Earth, Glycerine, Almond Oil (Prunus dulcis), Ground Almond Shells (Prunus dulcis), Ground Almonds (Prunus dulcis), Lavender Oil (Lavandula angustifolia), Chlorophyllin (CI 75810), Geraniol, Limonene, Linalool, Perfume
Kosztuje 5 funtów za 45ml

5 września 2010

Recenzja: Peeling enzymatyczny Lirene



Jak działa?
Delikatny enzym pozyskiwany z papai dokładnie, ale bez konieczności tarcia, złuszcza zewnętrzne warstwy naskórka oraz ślady po niedoskonałościach, bez wysuszania i podrażniania skóry. Wzbogacony w aktywny kompleks 3 ziół (arnika, kokoryczka, cyprys) pobudza proces odnowy naskórka, wzmacniając ścianki naczyń włosowatych. Wygładza i uelastycznia skórę, nadając jej promienny i młodszy wygląd.

Czy ten peeling jest odpowiedni dla Ciebie?
To właściwy kosmetyk dla Ciebie, jeśli masz skórę wrażliwą lub skłonną do podrażnień, naczynkową lub bardzo suchą, która wymaga oczyszczenia, wygładzenia i przywrócenia blasku. Peeling wyjątkowo delikatnie usuwa martwy naskórek, łagodzi i odświeża cerę, a Twoja skóra odzyskuje promienny wygląd. Peeling odpowiedni dla skóry w każdym wieku.

Skład

Aqua, Glycerin, Paraffinum Liquidum, Polyacrylamide, C13-14 Isoparaffin, Laureth-7, Alcohol Denat., Papain, Ethylhexylglycerin, Propylene Glycol, Lecithin, Vaccinium Myrtillus Fruit/Leaf Extract, Saccharum Officinarum (Sugar Cane) Extract, Polygonatum Multiflorum (Solomon's Seal) Rhizome/Root Extract, Cupressus Sempervirens (Cypress) Seed Extract, Arnica Montana (Arnica) Extract, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Hydroxyethylcellulose, Acer Saccharum (Sugar Maple) Extract, Citrus Medica Limonum (Lemon) Extract, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Extract, Phenoxyethanol, Parfum, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde, Linalool, Butylphenyl Methylpropional, Hexyl Cinnamal, Alpha-Isomethyl Ionone, Limonene, CI 16035.

Moja recenzja
Teoretycznie peeling nie jest adresowany do mnie - nie mam wrażliwej, suchej skóry, naczynek mam tylko kilka. Bardzo lubię ostre peelingi, ale od czasu do czasu pomiędzy mocnym złuszczaniem stosuję coś delikatnego, żeby oczyścić skórę przed maseczką.Peeling ma żelowo-kremową konsystencję, która niestety sprawia, że ciężko go zmyć z twarzy. Peeling delikatnie oczyszcza skórę, która staje się gładsza i promienna. Peeling polecam osobom, które mają bardzo wrażliwą skórę, która nie może być traktowana ostrzejszymi kosmetykami. Posiadaczki tłustej czy mieszanej skóry, która potrzebuje mocniejszego oczyszczania będą zawiedzione. 

Została mi resztka w tubce, raczej do niego ponownie nie wrócę.
Kosztuje około 16zł

11 lipca 2010

Nowa kolorówka i minimalizacja pielęgnacji

Ostatnio trochę zaszalałam i przybyło sporo kolorówki - oczywiście przede wszystkim są to lakiery do paznokci. Na szczęście wszystko w bardzo okazyjnej cenie ;) od pewnego czasu maluję się głównie szminkami - gdyby ktoś mi o tym powiedział kilka lat temu to pewnie bym go wyśmiała - zawsze uwielbiałam błyszczyki i stawiałam je na pierwszym miejscu, a teraz mam chyba więcej szminek niż błyszczyków.


Lakiery: dwa lakiery od Ninki :) Bell Fashion Colour 302 i Astor Quick'n Go nr 346, Bell Glame Wear nr 411 (niebieski) i 435 (fioletowy), China Glaze Pool Party, Catrice From Dusk to Dawn, OPI Text me - Text you, Revlon Minted, YSL - lakiery z dwóch jesiennych zestawów Belle de Jour i Rive Gauche, mini lakiery Celia Summer Fiesta nr8 (fioletowy) i nr 9 (różowy), miniaturki z kompletu Bright Pair - brakuje różowego: bezbarwny Top Coat, pomarańczowy On the Same Paige i fioletowy A Grape Fit.


Kosmetyki do ust: szminka Dior Rouge Dior nr 264 Mitzah Lilac, Szminka Chanel Rouge Coco odcień 20 Rose Comete, , szminka Celia nr 501, dwie szminki z MACa - różowa Speed Dial i fioletowa Up The Amp oraz błyszczyk Make Up For Ever nr 28.

Minimalizacja pielęgnacji - czyli po przejrzeniu mojej kosmetyczki okazuje się, że mam otwarte np. kilka balsamów, kilka szamponów itp. Nic dziwnego, że zużywanie idzie mi tak wolno. Dlatego postanowiłam, że nim otworzę kolejnych kosmetyków, dopóki nie zużyje otwartych.
  • Kremy do twarzy: DDMG Clinique, Hydrationist Estee Lauder, matująco-nawilżający krem Clarins oraz Lysalpha Active SVR.
  • Wody termalne i mgiełki: mini Avene, mini Iwostin, mgiełka z aloesem z Rossmanna i mgiełka z wit. C Body Shop.
  • Balsamy nawilżające i na cellulit: balsam nawilżająco-ujędrniający Yves Rocher, Cetaphil, mini masło z konopią Body Shop, masło mango Body Shop, balsam antycellulitowy Pat&Rub, serum chłodzące Eveline, serum do biustu Eveline oraz masło w kostce Mange Too z Lusha.
  • Żele pod prysznic: jogurtowy Fa, Savanah z Oriflame, Monoi z Yves Rocher, mandarynkowy Body Shop, Go Fresh z granatem Dove oraz imbirowy Body Shop.
  • Kilka szamponów do włosów, ale one mi nigdy nie zalegają ;)
Jest tego sporo, a w zapasach czekają kolejne cuda...

19 maja 2010

Miłość od pierwszego użycia!


Podczas moich pierwszych zakupów w LUSH w zeszłym roku byłam trochę zagubiona - sklep od góry do dołu zastawiony kosmetykami, których nie znałam! Tego jeszcze nie było ;) na szczęście zajęła się mną przemiła dziewczyna i pomogła dobrać kilka produktów odpowiednich do mojej cery.
Na ogół prawie nie myje twarzy wodą, bo w połączeniu z żelem (nawet bardzo delikatnym) okropnie wysusza mi się skóra - uroki warszawskiej wody. Jednak po przeczytaniu wielu bardzo pochlebnych recenzji kosmetyku Dark Angels postanowiłam go kupić. Zawsze mówię, że mam okropnie tłustą skórę - ale to chyba tylko i wyłącznie mój pogląd, bo nikt inny go nie podziela ;) gdy opowiedziałam sprzedawczyni o tym, jak bardzo woda wysusza mi skórę poleciła mi zamiast Dark Angels innego aniołka ;)
Angels on Bare Skin został zainspirowany średniowieczną, drogocenną recepturą. Rzadkie, cenne olejki zostały przywiezione do Europy przez krzyżowców i bardzo szybko zakazane przez kościół - ich zdolność do zmiany stanów umysłu uznano za sprawkę diabła! Jednak w tym starciu zdecydowaniu wygrały kosmetyki! (moje wolne tłumaczenie ze strony LUSHa ;)).
Co sprawia, że kosmetyk jest tak cudowny? Na pewno zawartość olejków: różanego i lawendowego. Aniołek sprzedawany jest w śmiesznej formie - nie jest to typowy żel czy krem do oczyszczania skóry. Ma konsystencję stałą, z której odrywamy małe grudki, dodajemy do nich kilka kropli wody i rozcieramy w dłoniach na pastę, którą myjemy twarz. Skóra po zastosowaniu jest bardzo miękka i gładka, dzięki zawartości maleńkich drobin migdałów (produkt nie jest peelingiem, ale ma bardzo delikatne działanie wygładzające). W środku znajdziemy również kwiatki lawendy (którą kosmetyk pachnie). Nareszcie nie mam wysuszonej skóry po myciu - wręcz przeciwnie, jest nawilżona i ukojona.
Dark Angels ostatnio dostałam do testów - jest super, ale raczej jako peeling, nie mogłabym go stosować codziennie - mam cienką i bardzo delikatną skórę, która o dziwo jest bardzo odporna na wszelkie peelingi, kwasy, mocno oczyszczające maseczki itp., ale ten produkt stosowany dzień w dzień zrobiłby mi masakrę na twarzy. Raczej do stosowania co kilka dni lub do bardzo tłustej i grubej skóry.
Koszt to tylko 5,50£ za 100 gram, a opakowanie starcza na długie miesiące. Pudełka nie wyrzucamy po zużyciu - po zebraniu 5 czarnych opakowań wymieniamy je na maseczkę :)
To już moje drugie opakowanie i na pewno nie ostatnie :)

Skład: Ground Almonds (Prunus dulcis), Glycerine, Kaolin, Water (Aqua), Lavender Oil (Lavandula angustifolia), Rose Absolute (Rosa damascena), Chamomile Blue Oil (Matricaria chamomilla), Tagetes Oil (Tagetes minuta), Benzoin Resinoid (Styrax tonkinensis pierre), Lavender Flowers (Lavandula angustifolia), Limonene, Linalool

Załączam kilka zdjęć - opakowanie, produkt w środku oraz ilość jakiej używam do umycia twarzy.

14 maja 2010

AAE kontra AAER

 Co się kryje pod tymi dziwnymi skrótami? Kremy pod oczy marki Clinique! All About Eyes i All About Eyes Rich - mam obie wersje, ta cięższa jest już na wykończeniu, dlatego postanowiłam zrobić zdjęcia porównujące obie konsystencje.
Kremy mają zmniejszać opuchliznę oraz cienie pod oczami oraz niwelować drobne zmarszczki.
AAE jest lekki, kremowo żelowy, AAER ma konsystencję odżywczego masełka. Pierwszy wolę używać wiosną/latem, drugi jesienią i zimą. Uwielbiam je za to, jak dobrze nawilżają skórę - nie mam problemów z okolicą oczu (wysypiam się, nie mam zmarszczek - oprócz maleńkich mimicznych, nie mam genetycznej skłonności do ciemnych obwódek). Polecam przede wszystkim AAER, zwłaszcza do wysuszonej skóry - bardzo lubię gęstą konsystencję w kremach pod oczy, nie przepadam za bardzo lekkimi żelami.

Właśnie pojawił się nowy kosmetyk w tej linii - All About Eyes Serum. Aplikator z chłodzącą kulką uwalnia serum w postaci żelu, masuje i odświeża oraz redukuje i rozjaśnia podkrążone oczy. Kosztuje 140zł.