Mam resztkę tego pudru, dlatego postanowiłam go w końcu zrecenzować i obfotografować - dopóki jest co ;)
Zawsze miał bardzo dobre opinie, jednak nie mogłam się do niego przekonać, chyba dlatego, że opakowanie zawierające 4 różne kolory wydawało mi się przekombinowane. W końcu kupiłam go na Allegro w bardzo dobrej cenie - i tylko ze względu na cenę się na niego skusiłam... to był traf w dziesiątkę! Pluję sobie w brodę, że tak późno go kupiłam. Jest naprawdę bardzo fajnym sypańcem i na pewno do niego jeszcze wrócę (jak wyczytałam kosztuje ok. 200zł! udało mi się go wylicytować za mniej niż 100zł!).
Jest bardzo drobno zmielony, to właściwie delikatny, jedwabisty pyłek, bardzo miałki. Odcień Delicate Beige składa się z dwóch odcieni beżu (jaśniejszego i ciemniejszego), różu i jasnej lawendy. Odcienie są pastelowe i w miarę jasne. Po wymieszaniu stają się lekko różowe, ale bez obaw, różu w ogóle nie widać na skórze. Nie ma sensu robić swatchy pudru, bo i tak nie zobaczycie go na skórze - prawie nie daje koloru.
Pewnie większość z Was słyszała, że słynne Meteoryty Guerlaina zmiękczają rysy, sprawiają, że skóra jest rozświetlona, młodsza, gładsza - ja nie widzę tego efektu przy Meteorytach, widzę go przy Pryzmach. Moja skóra promienieje i rzeczywiście wygląda na bardzo gładką. Puder całkiem dobrze matuje, ale nie jest to mat trwający cały dzień - poprawki w ciągu dnia są niezbędne, dlatego nie polecam go posiadaczkom bardzo tłustej skóry, bo będą zawiedzione. Skóra jest jednocześnie matowa i rozświetlona, to nie jest bardzo mocny błysk, raczej określiłabym go mianem szlachetnego.
Przekonałam się nawet do 4 pojemniczków z pudrem - pewnie nikt by go nie kupił w jednolitej różowej wersji ;) pudełko wydaje się dość duże w porównaniu ze standardowymi okrągłymi opakowaniami, mieści 20 gram pudru.
Polecam kupowanie zagranicą, ze zniżkami w Sephorze lub zajrzenie na Allegro, a nuż się trafi ;)