W Pradze kupiłam dwie sole do kąpieli w saszetkach marki Balea. Ostatnio mam fazę na kąpiele z solami, pudrami, płynami i innymi dodatkami ;) do wyboru były dwa rodzaje: Sense of India i Sense of Japan. Każda kosztowała ok. 3zł.
Ogólnie nie polecam - dość ładnie pachną, ale na tym się kończą ich zalety. Nie pielęgnują skóry, nie natłuszczają - jeśli jednak chcecie kupić sobie taką saszetkę polecam Sense of India - pachnie dużo przyjemniej niż Sense of Japan. A tak w ogóle to lepiej iść do Rossmanna i kupić Dresdner Essenz ;)
Na pierwszy ogień poszła saszetka Sense of Japan, która według producenta miała pachnieć orchideami. Ja ten zapach określiłabym raczej jako orientalny czy zen (cokolwiek to ma oznaczać, ale tak najczęściej określany jest zapach kosmetyków stylizowanych na 'japońskie', 'azjatyckie', 'relaksujące' itp.). Zapach jest bardzo 'czysty', jak powietrze po deszczu, czuć w nim kwiaty, minimalnie kokos.
Proszek jest niebieski i barwi wodę na delikatny błękitny kolor; nie robi piany.
Sense of India w saszetce pachnie sztuczną, syntetyczną różą, na szczęście rozpuszczony w wodzie staje się o wiele przyjemniejszy. Róża z drzewem sandałowym pachną intensywnie i naprawdę relaksują. W opakowaniu sól jest intensywnie różowa, barwi wodę na różowy kolor, nie robi piany.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą do kąpieli. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą do kąpieli. Pokaż wszystkie posty
30 marca 2011
10 marca 2011
Magda w kąpieli: Kąpiel ziołowa lawenda Dresdner Essenz
Z Lusha mam niezłe zapasy, jednak wszystkie produkty do kąpieli zużyłam - nie chciało mi się robić zamówienia tylko dla kilku kulek, dlatego podczas wizyty w Rossmannie zajrzałam na półkę z produktami do kąpieli. Wybór jest bardzo marny, ale skusiłam się znowu na saszetki Dresdner Essenz. Kiedyś je już miałam, ale było to tak dawno temu, że nie pamiętałam, czy byłam z nich zadowolona. Padło na saszetkę lawendową oraz pomarańczową z kwiatem lipy.
W saszetce znajduje się o dziwo niebieski proszek, który zabarwia wodę oczywiście na niebiesko - spodziewałam się mocno fioletowej zawartości. BARDZO intensywnie pachnie lawendą - cudownie relaksuje; pachnie już podczas otwierania opakowania, pachnie w wannie, pachnie w łazience po kąpieli - nawet nasza skóra pachnie przez cały wieczór (kąpiel brałam kilka dni temu, zostawiłam opakowanie na wszelki wypadek, gdybym chciała przepisać więcej informacji - nadal bardzo intensywnie pachnie!). Szkoda, że nie robi piany, ale tak fajnie pachnie i odpręża, że zamierzam go częściej kupować. Nie wysusza skóry, ale nie zauważyłam jakiegoś specjalnego nawilżenia. Nie pamiętam ile dokładnie kosztuje, wydaje mi się, że kupiłam saszetki w promocji po około 2 zł za sztukę.
Kąpiel ziołowa Lawenda jest przynoszącym ulgę, harmonizującym dodatkiem do kąpieli ze szczególnie cennym olejkiem z lawendy Mt. Blanc, Przywracające równowagę właściwości olejku dają efekt odświeżenia w stanach wyczerpania oraz odprężenia przy pośpiechu i stresie. Specyficzny kompleks z witaminy E, pantenolu i alantoiny wspomaga pielęgnujące i ochronne właściwości tego dodatku do kąpieli. Saszetka wystarcza na 1 kąpiel.
Cena: ok. 2-3zł / 60g
W saszetce znajduje się o dziwo niebieski proszek, który zabarwia wodę oczywiście na niebiesko - spodziewałam się mocno fioletowej zawartości. BARDZO intensywnie pachnie lawendą - cudownie relaksuje; pachnie już podczas otwierania opakowania, pachnie w wannie, pachnie w łazience po kąpieli - nawet nasza skóra pachnie przez cały wieczór (kąpiel brałam kilka dni temu, zostawiłam opakowanie na wszelki wypadek, gdybym chciała przepisać więcej informacji - nadal bardzo intensywnie pachnie!). Szkoda, że nie robi piany, ale tak fajnie pachnie i odpręża, że zamierzam go częściej kupować. Nie wysusza skóry, ale nie zauważyłam jakiegoś specjalnego nawilżenia. Nie pamiętam ile dokładnie kosztuje, wydaje mi się, że kupiłam saszetki w promocji po około 2 zł za sztukę.
28 stycznia 2011
Nowość: Żele pod prysznic Earth Lovers The Body Shop
Odkryłam dziś bardzo fajną nowość. Weszłam na sekundę do Body Shopu - moja uwagę przyciągnął napis 'wyprzedaż'. Oczywiście na wyprzedaży nie było nic interesującego, ale w oko wpadły mi nowe żele pod prysznic Earth Lovers.
Nie zawierają siarczanów, parabenów, barwników i mydła; żel jest w 100% biodegradowalny, a plastikowa butelka podlega 100% recyklingowi!
Oczywiście jestem na 'odwyku' (taaaak, muszę to sobie powtarzać do znudzenia, może w końcu uwierzę ;), ale musiałam go mieć - jak tylko go powąchałam to wiedziałam, że musi być mój - wybrałam wersję arbuzową z eukaliptusem (uwielbiam arbuzy) - zapachniało mi latem, już nie mogę wytrzymać tej zimy. Żel w ogóle nie pachnie eukaliptusem, raczej arbuzem i ogórkiem - zapach jest bardzo świeży, ale delikatny, nie znudzi się szybko. Ma bardzo płynną konsystencję, zawiera aloes pochodzący ze zrównoważonego handlu z Gwatemali.
Według producenta nie wysusza i nadaje się nawet dla wrażliwej skóry.
Dostępne wersje:
Pierwsze użycie: oczywiście po przyjściu do domu musiałam wziąć prysznic i go wypróbowac. Żel jest dość rzadki, wystarczy odrobina, żeby umyć całe ciało. Po roztarciu w dłoniach zamienia się w delikatną, kremową piankę :)
Na tej stronie znajdziecie więcej informacji - zarówno o żelach, jak i byciu eko. Zwracacie uwagę na takie rzeczy? Kupujecie produkty ze składnikami pochodzącymi ze zrównoważonego handlu, specjalnych upraw, segregujecie śmieci, nosicie bawełniane torby na zakupy itp.? Ja segreguję odpadki, staram się nie brać plastikowych torebek w sklepach jeśli mam ze sobą większą torbę, w która mogę zapakować zakupy, często biorę ze sobą torbę wielokrotnego użytku, gdy idę kupić jedzenie, a jeśli dostaję foliówki to używam ich w domu np. na śmieci. Staram się nie marnować wody - częściej biorę prysznic (ale też nie popadam w paranoję i gdy mam ochotę to biorę gorącą kąpiel), gaszę światło w pomieszczeniach. Jeśli chodzi o kosmetyki to wrzucam plastikowe opakowania do specjalnych pojemników; zbieram opakowania np. z MACa albo Lusha, które zostaną przetworzone, a my dostajemy w zamian pełnowymiarowy kosmetyk. Nie jestem zwariowaną ekolożką, ale jeśli mogę oszczędzić trochę pieniędzy i przyrody, właściwie bez wysiłku, to czemu nie ;)
Nie zawierają siarczanów, parabenów, barwników i mydła; żel jest w 100% biodegradowalny, a plastikowa butelka podlega 100% recyklingowi!
Oczywiście jestem na 'odwyku' (taaaak, muszę to sobie powtarzać do znudzenia, może w końcu uwierzę ;), ale musiałam go mieć - jak tylko go powąchałam to wiedziałam, że musi być mój - wybrałam wersję arbuzową z eukaliptusem (uwielbiam arbuzy) - zapachniało mi latem, już nie mogę wytrzymać tej zimy. Żel w ogóle nie pachnie eukaliptusem, raczej arbuzem i ogórkiem - zapach jest bardzo świeży, ale delikatny, nie znudzi się szybko. Ma bardzo płynną konsystencję, zawiera aloes pochodzący ze zrównoważonego handlu z Gwatemali.
Według producenta nie wysusza i nadaje się nawet dla wrażliwej skóry.
Dostępne wersje:
- arbuz i eukaliptus
- mięta i ogórek
- cytryna i tymianek
- figa i rozmaryn
- gruszka i lemongrass
- morela i bazylia
- wersja bezzapachowa
Pierwsze użycie: oczywiście po przyjściu do domu musiałam wziąć prysznic i go wypróbowac. Żel jest dość rzadki, wystarczy odrobina, żeby umyć całe ciało. Po roztarciu w dłoniach zamienia się w delikatną, kremową piankę :)
Na tej stronie znajdziecie więcej informacji - zarówno o żelach, jak i byciu eko. Zwracacie uwagę na takie rzeczy? Kupujecie produkty ze składnikami pochodzącymi ze zrównoważonego handlu, specjalnych upraw, segregujecie śmieci, nosicie bawełniane torby na zakupy itp.? Ja segreguję odpadki, staram się nie brać plastikowych torebek w sklepach jeśli mam ze sobą większą torbę, w która mogę zapakować zakupy, często biorę ze sobą torbę wielokrotnego użytku, gdy idę kupić jedzenie, a jeśli dostaję foliówki to używam ich w domu np. na śmieci. Staram się nie marnować wody - częściej biorę prysznic (ale też nie popadam w paranoję i gdy mam ochotę to biorę gorącą kąpiel), gaszę światło w pomieszczeniach. Jeśli chodzi o kosmetyki to wrzucam plastikowe opakowania do specjalnych pojemników; zbieram opakowania np. z MACa albo Lusha, które zostaną przetworzone, a my dostajemy w zamian pełnowymiarowy kosmetyk. Nie jestem zwariowaną ekolożką, ale jeśli mogę oszczędzić trochę pieniędzy i przyrody, właściwie bez wysiłku, to czemu nie ;)
15 stycznia 2011
LUSHowe mydełka
Dużo osób pyta o wielkość mydeł z Lusha, dlatego postanowiłam pokazać moją kolekcję. Najmniejszy kawałek jaki można kupić w sklepie ma ok. 100 gram. Dziewczyny ze wspólnych wizazowych zakupów często biorą mydła na pół.
Jak widać mydła różnią się kształtem, w zależności od konsystencji również wielkością - stu gramowa kostka mydła X nie wygląda tak samo jak stu gramowa kostka mydła Y.
Od lewej: Vanilla in the Mist, Angel's Delight, Sultana of Soap, Snow Globe, Lady Catrina, Summer Pudding, Snowcake, Porridge, Honey I Washed the Kids
Snowcake, Porridge, Honey I Washed the Kids to połówki (dolny rząd), Summer Pudding używam od jakiegoś czasu; reszta mydeł ma ok. 100 gram; na dole dla porównania mydło z Body Shopu (również 100g). Mam gdzieś w łazience kawałek mydła Sexy Peel, ale rzadko go używam i zrobiło się bardzo twarde - dużo osób poleca to mydło, niestety mnie w ogóle nie przypasowało - albo trafił mi się stary kawałek (nie wiem czy to możliwe, kupowane było w sklepie, nie przez net) albo po prostu nie jest dla mnie. Średnio się pieni, skórki cytrusów są twarde i bardzo drapią skórę, która staje się zaczerwieniona.
Jeszcze parę miesięcy temu mówiłam, że nie wyobrażam sobie jak można się myć mydłem... no cóż, ludzie się zmieniają ;) Lubię je głównie za zapach, nie wysuszają skóry, niektóre nawilżają, inne peeligują. Ogólnie polecam, ale raczej nie spodziewajcie się niewiadomoczego ;) ja je zamawiam przede wszystkim dlatego, że nie znalazłam w naszych sklepach niczego co by tak ładnie pachniało. Interesuje Was recenzja jakiegoś konkretnego mydła? Używam Porridge, Honey I Washed the Kids, Summer Pudding, Snow Globe, Sexy Peel i próbek Lady Catrina, Sultana of Soap, 13 Soap.
Jak widać mydła różnią się kształtem, w zależności od konsystencji również wielkością - stu gramowa kostka mydła X nie wygląda tak samo jak stu gramowa kostka mydła Y.
Od lewej: Vanilla in the Mist, Angel's Delight, Sultana of Soap, Snow Globe, Lady Catrina, Summer Pudding, Snowcake, Porridge, Honey I Washed the Kids
Snowcake, Porridge, Honey I Washed the Kids to połówki (dolny rząd), Summer Pudding używam od jakiegoś czasu; reszta mydeł ma ok. 100 gram; na dole dla porównania mydło z Body Shopu (również 100g). Mam gdzieś w łazience kawałek mydła Sexy Peel, ale rzadko go używam i zrobiło się bardzo twarde - dużo osób poleca to mydło, niestety mnie w ogóle nie przypasowało - albo trafił mi się stary kawałek (nie wiem czy to możliwe, kupowane było w sklepie, nie przez net) albo po prostu nie jest dla mnie. Średnio się pieni, skórki cytrusów są twarde i bardzo drapią skórę, która staje się zaczerwieniona.
Jeszcze parę miesięcy temu mówiłam, że nie wyobrażam sobie jak można się myć mydłem... no cóż, ludzie się zmieniają ;) Lubię je głównie za zapach, nie wysuszają skóry, niektóre nawilżają, inne peeligują. Ogólnie polecam, ale raczej nie spodziewajcie się niewiadomoczego ;) ja je zamawiam przede wszystkim dlatego, że nie znalazłam w naszych sklepach niczego co by tak ładnie pachniało. Interesuje Was recenzja jakiegoś konkretnego mydła? Używam Porridge, Honey I Washed the Kids, Summer Pudding, Snow Globe, Sexy Peel i próbek Lady Catrina, Sultana of Soap, 13 Soap.
6 stycznia 2011
Magda w kąpieli: Odżywcza i nawilżająca kula do kąpieli Organique
Odżywcza i nawilżająca kula mleczna zawiera skrobię, olej z kiełków pszenicy, olej z pestek winogron, oczar wirginijski, oleje eteryczne, oleje zapachowe, zioła, suszone kwiaty, płatki owsiane, miód. Unikalna receptura gwarantuje dogłębne oczyszczenie skóry oraz jej nawilżenie i pielęgnację.
Skrobia stanowi naturalny dla skóry środek łagodzący, natłuszczający i ochronny. Olej z pestek winogron i kiełków pszenicy natłuszcza skórę i sprawia, że jest ona lśniąca i delikatna. Oczar wirginijski działa leczniczo i tonizująco, oczyszcza skórę z wszelkiego rodzaju bakterii, działa przeciwzapalnie, usuwa rodniki nadtlenku azotu, chroni przed promieniowaniem UV. Oleje eteryczne i zapachowe działają aromaterapeutycznie, koją zmysły i regenerują siły witalne. Po kąpieli skóra jest odprężona i natłuszczona. Rozszerzone podczas
kąpieli pory skóry lepiej chłoną zawarte w kuli substancje odżywcze.
Po kąpieli nie trzeba już stosować dodatkowych balsamów lub mleczek. Kula jest podzielona na dwie kąpiele.
Produkt: kula składająca się z dwóch połówek - ułatwia to zastosowanie, bo nie trzeba męczyć się z jej krojeniem. Mam wersję 'Mleczną'.
Sposób użycia: wrzucamy połówkę do wody, która musując rozpuszcza się.
Zapach: mleczno-słodki, delikatnie kwiatowy
Kąpiel: woda staje się mleczna, pływają w niej płatki nagietka. Osoby spodziewające się piany bardzo się rozczarują, bo jej po prostu nie ma. Kąpiel ma właściwości natłuszczające i odżywiające skórę - woda jest lekko tłusta i po wyjściu z wanny nie musimy stosować balsamu. Polecam osobom z suchą skórą (oczywiście bez kremu się nie obejdzie, ale przynajmniej jej nie wysuszymy w trakcie kąpieli) oraz tym, którzy nie przepadają za smarowaniem się balsamami. Kąpiel nie jest zbyt odprężająca - może inne wersje zapachowe są bardziej relaksujące. Polecam jako fajny gadżet od czasu do czasu.
Cena: 12zł
10 grudnia 2010
Magda w kąpieli: Lush Christmas Eve Bubble Bar
Lush słynie z produktów do kąpieli - w końcu postanowiłam się na nie skusić. Na pierwszy ogień poszły produkty z kolekcji świątecznej - głównie ze względu na to, że są limitowane i mogą wkrótce zniknąć.
Lush ma 3 rodzaje produktów, które wrzucamy do wanny: baths melts - produkt, który zawiera w sobie dużo olejów - wkładamy go do wanny, rozpuszcza się tworząc bardzo odżywczą, natłuszczającą kąpiel; bath ballistics, czyli popularne kule do kąpieli oraz bubble bars - tworzą one cudowną pianę.
Christmas Eve należy do kategorii Bubble Bar. Lush poleca użycie Christmas Eve po świątecznej, nerwowej bieganinie np. za prezentami ;)
Produkt: niebieska spłaszczona kula z żółtym księżycem, całość pokryta czymś w rodzaju brokatu- miałam kiedyś takie kółeczka do zdobienia paznokci, ale nie wiem jak się fachowo nazywają; lekko wilgotna w dotyku. Z łatwością można pokruszyć ją w dłoniach.
Sposób użycia: kostkę lub jej kawałek kruszymy pod bieżącą wodą; wymieszałam dokładnie i 'roztrzepałam' wodę w wannie, żeby równomiernie rozprowadzić produkt, dzięki czemu powstało więcej piany.
Zapach: kwiatowy - nie wyczuwam jaśminu, ale wymieszane różne kwiaty; nie jestem wielbicielką kwiatowych woni, ale ten mi się nawet podoba - absolutnie nie przypomina nic co można dostać pod nazwą 'kwiatowy zapach' w polskich drogeriach. Wg strony Lusha użyto olejku ylang ylang, absolutu jaśminowego oraz ekstraktu z gardenii.
Kąpiel: woda zabarwiła się na jasny, spokojny odcień niebieskiego, powstało bardzo dużo piany, która długo utrzymywała się w wannie (wiele kosmetyków owszem robi fajną pianę, która bardzo szybko znika). Polecam kąpiel z ta kostka przed snem lub po bardzo stresującym dniu - byłam bardzo zrelaksowana, prawie zasnęłam w wannie, co mi się nie zdarza. Woda w dotyku stała się jedwabiście miękka za sprawą sproszkowanego mchu irlandzkiego - świetne uczucie, skóra po kąpieli jest delikatnie nawilżona, nie ma konieczności używania balsamu.
Cena: £2.60/100g - podzieliłam ją na dwie części, ale czytałam, że niektórzy dzielą ją nawet na 4!
Podsumowując: bardzo polecam zestresowanym osobom oraz fankom kąpieli w pianie :)
Lush ma 3 rodzaje produktów, które wrzucamy do wanny: baths melts - produkt, który zawiera w sobie dużo olejów - wkładamy go do wanny, rozpuszcza się tworząc bardzo odżywczą, natłuszczającą kąpiel; bath ballistics, czyli popularne kule do kąpieli oraz bubble bars - tworzą one cudowną pianę.
Christmas Eve należy do kategorii Bubble Bar. Lush poleca użycie Christmas Eve po świątecznej, nerwowej bieganinie np. za prezentami ;)
Produkt: niebieska spłaszczona kula z żółtym księżycem, całość pokryta czymś w rodzaju brokatu- miałam kiedyś takie kółeczka do zdobienia paznokci, ale nie wiem jak się fachowo nazywają; lekko wilgotna w dotyku. Z łatwością można pokruszyć ją w dłoniach.
Sposób użycia: kostkę lub jej kawałek kruszymy pod bieżącą wodą; wymieszałam dokładnie i 'roztrzepałam' wodę w wannie, żeby równomiernie rozprowadzić produkt, dzięki czemu powstało więcej piany.
Zapach: kwiatowy - nie wyczuwam jaśminu, ale wymieszane różne kwiaty; nie jestem wielbicielką kwiatowych woni, ale ten mi się nawet podoba - absolutnie nie przypomina nic co można dostać pod nazwą 'kwiatowy zapach' w polskich drogeriach. Wg strony Lusha użyto olejku ylang ylang, absolutu jaśminowego oraz ekstraktu z gardenii.
Kąpiel: woda zabarwiła się na jasny, spokojny odcień niebieskiego, powstało bardzo dużo piany, która długo utrzymywała się w wannie (wiele kosmetyków owszem robi fajną pianę, która bardzo szybko znika). Polecam kąpiel z ta kostka przed snem lub po bardzo stresującym dniu - byłam bardzo zrelaksowana, prawie zasnęłam w wannie, co mi się nie zdarza. Woda w dotyku stała się jedwabiście miękka za sprawą sproszkowanego mchu irlandzkiego - świetne uczucie, skóra po kąpieli jest delikatnie nawilżona, nie ma konieczności używania balsamu.
Cena: £2.60/100g - podzieliłam ją na dwie części, ale czytałam, że niektórzy dzielą ją nawet na 4!
Podsumowując: bardzo polecam zestresowanym osobom oraz fankom kąpieli w pianie :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)



